Sezon na łyski

fot. Fotolia
Mała wielka rzadkość
2 lutego 2017
fot. pixabay.com
Raport gęsiowy 2017.02
8 marca 2017

Sezon na łyski

fot. Anti Salura (et.wikipedia.org)

Sezon na łyski

Kilka tygodni temu we wpisie „Niespodziewani goście” wspomniałem, że w czasie akcji łapania gęgaw łyski były łapane okazjonalnie. Sprawdziłem to potem dokładniej i okazało się, że w ciągu pięciu sezonów (pięciu lat) w nasze sieci wpadły zaledwie… trzy.

Trzeba tu jeszcze zaznaczyć, że w miejscach, gdzie łapiemy nasze ptaki, łyska jest wciąż dość licznym gatunkiem zarówno lęgowym, jak i pierzącym się. To dobra wiadomość, gdy weźmiemy pod uwagę, że w ostatnich latach odnotowywany jest wyraźny spadek liczebności łysek w skali całego kraju. Praktycznie za każdym razem, kiedy rozstawiamy sieci na stawach w Kiszkowie, w ich kierunku biegnie kilka lub kilkadziesiąt łysek. No i tak biegły i biegły, że w 99,9 proc. przypadków przebiegły – górą, dołem, bokiem lub między nogami naganiających ludzi. Trzeba było to zmienić…

fot. Piotr Wassermann (pl.wikipedia.org)

Wprawdzie główny okres obrączkowania to maj, czerwiec i lipiec, jednak w tym roku nadarzyła się okazja, żeby rozpocząć sezon już w styczniu, i to od łysek właśnie. Na jezierze Lednica tradycyjnie jak co roku powstało oparzelisko, gdzie podejmują próbę przezimowania różne gatunki ptaków – głównie krzyżówki, trzy gatunki gęsi, łabędzie nieme, perkozy dwuczube oraz łyski. Oparzelisko to jest przez nas dość często odwiedzane ze względu na zimujące tam gęgawy z naszymi obrączkami.

Na początku stycznia, kiedy temperatura spadła znacznie poniżej zera i zima stała się bardziej dotkliwa dla ptaków, część łysek nie podjęła migracji w cieplejsze rejony Europy i pozostała na miejscu. Z głodu ptaki zaczęły opuszczać w miarę bezpieczne miejsce na wodzie, gdzie zagrażały im praktycznie tylko bieliki, i coraz częściej i coraz dłużej korzystały z dużego trawnika znajdującego się tuż przy jeziorze. Trawnik ten znajduje się przy Karczmie na Lednicy, gdzie są również woliery z ptakami ozdobnymi oraz zagroda z bydłem szkockim i danielami. Zapewne czynniki te zadecydowały, że ptaki pozostały w tym miejscu, znajdując tam choć trochę pożywienia. Odwiedzający codziennie Karczmę goście, którzy przychodzili także nad jezioro, w pewien sposób oswoili ptaki z obecnością człowieka, tak że łyski dawały się podchodzić na kilkanaście metrów.

Niestety, próba zimowania dla wielu z nich okazała się śmiertelna pułapką. Praktycznie przy każdej wizycie znajdowaliśmy jakiegoś martwego ptaka i nie była to ptasia grypa, która znów jest ostatnio na topie. Zmarznięte łyski, które żeby wzbić się w powietrze potrzebują trochę rozbiegu, dawały podchodzić się nie tylko ludziom… Miejsce to zaczęły odwiedzać także lisy, norki amerykańskie oraz koty domowe, które widzieliśmy tam wielokrotnie. O aktywności drapieżników, zwłaszcza tych mniejszych, tzn. norek i kotów, świadczyły też ślady żerowania – odgryzione głowy ptaków lub wyszarpane piersi. W ciągu około 3 tygodni liczba zimujących łysek spadła z 400 do 200 osobników.

Zastanawiało nas, ile z tych ptaków faktycznie zginęło, a ile opuściło to nieprzyjazne dla nich miejsce. Jedyną możliwością sprawdzenia było zaobrączkowanie części ptaków. Przyznam, że bardzo sceptycznie podszedłem do próby chwytania, mając doświadczenia z lat ubiegłych i dotychczasowe powodzenie na poziomie 1 nawet nie procenta tylko promila (!). Z kolei optymizm Przemka Różaka oscylował w granicach 99 procent.

fot. Rafał Łapiński
fot. Rafał Łapiński

W wąskim przesmyku między trawnikiem a jeziorem rozstawiliśmy tylko jedną sieć ornitologiczną o dużych oczkach, tzw. drozdówkę, o długości 12 m. Lekka popołudnia szarówka dawała nam przewagę i naturalnie maskowała sieć. Po kilku minutach całe stado ruszyło w kierunku jeziora i zgodnie z planem, w który do samego końca nie wierzyłem, część ptaków wpadła w sieć. Przeszło to nasze, a na pewno moje najśmielsze oczekiwania… Po dosłownie 5 minutach mieliśmy wyciągniętych z siatki 30 łysek! Zostały włożone do specjalnych klatek i przykryte płachtą, żeby się mniej denerwowały.

Na pomoc w obrączkowaniu, które okazało się klęską urodzaju, wezwaliśmy Michała Ślusarskiego. Przenieśliśmy się pod oświetlony budynek Karczmy na Lednicy i zabraliśmy się do pracy. Przemek wyciągał łyski z klatek, ja zakładałem obrączki (metalową oraz obrożę), a Michał spisywał wszystko do notesu. Praca szła bardzo sprawnie i jedyne co nas spowalniało to ujemna temperatura niesprzyjająca sklejaniu obroży.

W połowie akcji zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni przez właściciela Karczmy, który poczęstował nas gorącą kawą i herbatą, które przyniosły zbawienną ulgę naszym zmarzniętym dłoniom i zgrabiałym palom. Po całej akcji przenieśliśmy ptaki nad jezioro, by wypuścić je przy oparzelisku.

Po tygodniu od obrączkowania nasze przypuszczenia się potwierdziły. Co najmniej 3 nasze łyski zostały upolowanie przez jakieś drapieżniki i znalezione w najbliższej okolicy oparzeliska i trawnika, na którym żerowały. Jedna obroża była wyszczerbiona i pogryziona, jednoznacznie wskazując na czworonożnego drapieżnika, natomiast przebieg dwóch pozostałych tragedii pozostaje niewyjaśniony. Łudzimy się teraz nadzieją, że reszta może jednak przeżyła i da nam obserwacje, z których dowiemy się, skąd pochodziły łyski zimujące w tym roku na jeziorze Lednica. Nasze ptaki.

Bartosz Krąkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pomóż nam poznawać i chronić niezwykły świat dzikich gęsi!
Czekamy na Twoją pomoc! Dla nas liczy się każdy grosz!
Przekaż nam 1% swojego podatku,
wpisując do zeznania PIT numer KRS 303057.
Pomóż nam poznawać i chronić niezwykły świat dzikich gęsi!
Czekamy na Twoją pomoc! Dla nas liczy się każdy grosz!
Wspieraj nas darowizną na rachunek:
47 1540 1157 2034 6608 0895 0001.